Opis forum
Jest co wspominać ze starych czasów, nawet jeszcze z tak niedawna. Jeżeli ktoś chce powspominać ze mną to zapraszam do tematu. Ja dzisiaj mam dwie historyjki. Pierwsza to bardzo zabawna sytuacja z 6 klasy podstawówki. Mieliśmy sprawdzian z matematyki. Pod kartką z zadaniami miałem karteczke na której miałem jakiś rysunek, nawet do końca nie pamiętam jaki. Chciałem po prostu zrobić matematyczke w konia.Raz pisałem a co jakiś czas spoglądałem na mój rysunek, aż w końcu matematyczka się skapnęła i zabrała mi obydwie kartki. Przekreśliła zadania, wpisała jedynkę, już miała wpisywać uwagę, ale nagle spoglądnęła na karteczke i szczena jej opadła. Pokazała tę kartkę i pyta: A cóż to jest? Cała klasa wówczas rykneła śmiechem,a ja musiałem w sobie go tłumić bo matematyczka zapewne by się skapneła. A tak wymazała mi jedynke i umówiła mnie na inny termin. Druga historia to mój debiut w seniorscej piłce w wieku 13 lat w barwach LKS-u Czarnochowice podejmowaliśmy u siebie Legion Pierzchów. Gdy dowiedziałem się że będe grać to sie wcale nie stresowałem, przeciwnie, nie mogłem się doczekać meczu, napaliłem się na to spotkanie. Trener trampkarzy tzn. mój trener uspokajał mnie: Na pewno wejdziesz chociażby na pare minut.
W końcu mecz. Cały czas nie siedziałem na tych ławkach rezerwowych (jeżeli można to nazwać ławkami rezerwowymi) tylko biegałem wzdłuż bocznej linii. 83 minuta. Wchodzę na boisko. Wykonałem swoje zadanie, walczyłem z werwą, kilka razy podałem, straciłem chyba 2 razy piłkę, ale raz nawet ją wyłuskałem. W końcu nadeszła 89 minuta. Dostałem piłkę, byłem sam na sam z bramkarzem rywali. Miałem dużo czas, mogłem się pytać bramkarza w który róg mu strzelać. W końcu walnąłem. Piłka poleciała kilkadziesiąt metrów w niebo. I to naprawde! Gdybym grał w rugby spokojnie zaliczyliby mi punkty. Ale ja walnąłem chyba 2 razy wyżej niż Beckham z karnego podczas meczu z Portugalią na Euro 2004. Wcale nie schowałem po tym strzale głowę w ręce, a uśmiechnąłem się, bo wiedziałem że zrobiłem w tym meczu to co do mnie należało. Po zakończeniu spotkania etatowi zawodnicy "komplementowali" mnie: Młody, ja bym tak wysoko nie walnął" albo "Musisz być super potężny", ale to mnie wcale nie drażniło i tak byłem zadowolony byli też bardziej poważni " Początki są trudne" Trener trampkarzy powiedział mi po spotkaniu że mimo to się cieszy. A dwa dni później na treningu trampkarzy koledzy pytali się mnie: "Zaprezentujesz nam tego kopa?"
Offline
Ja mam bardzo jedno smutne wspomnienie , i go pamiętam do tej pory . Był to rok 2001 moj pierwszy rajd czyli Rajd Rzeszowski na którym poznałem śp . Janusza Kuliga naprawde sympatyczny i miły czlowiek . Bylem wtedy z bratem na odcinku specyjalnym i brat krzyczy ty patrz Kulig idzie w nasza strone ja patrze rzeczywiście . Zaraz zabralem aparat od brata i podchodze do Janusza i się pytam Panie Januszu moge sobie zrobic z panem fotke on jasne czemu nie i sie usmiechnąl . To zdjęcie jest teraz moja najcenniejsza pamiątka po nim . Rok 2004 13 luty piątek godzina 19 , 25 kończyły sie fakty w telewizorze , nagle slysze dotarla do nas smutna wiadomość , Janusz Kulig jeden z najlepszych kierowców rajdowych w Polsce nie żyje . Jego Fiat Stilo wjechał pod pocią na strzeżonym przejeżdzie kolejowym . A mnie normalnie az normalnie ścielo z nog , poprostu nie moglem w to uwierzyć . Do tej pory ten dzień pamiętam , nawet byłem na tym przejeżdzie 2 razy , i zawsze zadaje sobie pytanie , dlaczego akurat on . Zawsze pozostanie Janusz w mojej pamięci
Offline
Mam wiele ciekawych wspomnień, którymi może bede się dzieliła stopniowo, co by Was nie zanudzić. Pamiętam moją pracę w gazecie, pracę kelnerki na Majorce, moment, w którym pierwszy raz miałam okazję pogadać z Izą, pierwszy mecz LSK, mecze reprezentacji, LO, studia, matura, naprawdę niesamowita gama wspomnień. Muszę je sobie uporządkować
Offline
Ja mam podobnie jak Tomek bardzo smutne wspomnienie związane własnie ze śmiercią. Chodzi mi o śmierc matki, która zmarła gdy miałam 5 lat. Rok wcześniej okazało się że ma raka. Niestety nic nie dało się zrobić. W ostatnich dniach siedziałam w szpitalu przy jej łożu i ze łzami w oczach mówiłam: "Mamo nie odchodź!" Zamknęła oczy i przestała oddychać. Zostałam sama z siostrą i tatą ale jakoś przetrwałam. Jak widać zresztą
Offline
Iza najgorsza jest śmierć tej osoby co się lubi i kocha . Ale trzeba z tym żyć
Offline
Iza najgorsze jest to jak ktoś bliski ci sercu umiera , ja właśnie miałem tak z Kuligiem . Szanowałem go i będzie zawsze dla mnie więcej niż idolem i ulubionym kierowcą rajdowym . Czuje się z tym jak bym stracił bliższą mi osobe choć Janusz dla mnie to obcy człowiek
Offline